Shadow of the Colossus – recenzja

shadow of the colossus recenzja

Shadow of the Colossus – gra legenda. Gra, która po raz pierwszy ujrzała światło dzienne na konsoli PlayStation 2, następnie pojawiła się na PlayStation 3 zawitała w końcu na PlayStation 4. Tak! To jeden i ten sam tytuł na trzech generacjach! Czy faktycznie warto przypominać ją coraz to młodszym pokoleniom?

Nie grałem w SotC na poprzednich konsolach. Nie mam porównania do poprzednich wersji dlatego też piszę tę recenzję z perspektywy osoby, która tak naprawdę po raz pierwszy spotyka się z tym tytułem.

Shadow of the Colossus to gra o zabijaniu potężnych kolosów. Tak jednym zdaniem można podsumować tę produkcję. Oczywiście byłoby to zdanie nieprecyzyjne. Tak – można SotC postrzegać jako dość prostą, trzecioosobową zręcznościówkę opierającą się na schemacie – znajdź potwora, wejdź na niego, zadaj kilka ciosów w jego czułe punkty, powtórz (i tak 16 razy). Jednak nie o to chodzi. Shadow of the Colossus to przede wszystkim klimat – jedyna i niepowtarzalna atmosfera pustej i rozległej krainy, gdzie żyją majestatyczne kolosy.

Fabuła jest dość prosta. Wcielamy się w chłopaka, który pragnie przywrócić życie pewnej dziewczynie. W tym celu udaje się do zakazanej krainy, gdzie zawiera pakt z Dorminem – tajemniczą siłą, która zleca naszemu protagoniście ubicie wspomnianych już szesnastu kolosów. Całość oczywiście komplikuje się pod koniec (polecam oglądanie „po napisach”) zostawiając gracza z mnóstwem pytań w głowie, oraz poczuciem doświadczenia czegoś niezwykłego i dziwnego zarazem.

Shadow of the Colossus w wersji na konsolę PlayStation 4 to remake (bo nie remaster) z prawdziwego zdarzenia. Gra została praktycznie stworzona od podstaw. Oczywiście z zachowaniem „duszy” pierwowzoru. Jak to wyszło? FENOMENALNIE! Używam tego słowa z pełną odpowiedzialnością. Oprawa audiowizualna stoi na najwyższym poziomie i jest jedną z lepszych dostępnych w tej chwili na PS4. Przepiękne krajobrazy, zapierające dech w piersiach połacie stepów, gór, pustyń i lasów – to wszystko składa się na niezapomniane wrażenia estetyczne. Przy czym tereny te „żyją” – trawa faluje na wietrze, latają motyle, kurz wzbija się w powietrze. Brakuje jedynie większych zwierząt. Są za to kolosy! Każdy inny, wyjątkowy, wyglądający i poruszający się inaczej od poprzedniego. Tu chciałbym zwrócić uwagę na pewien szczegół – animacja ich owłosienia (sic!) to prawdziwe mistrzostwo, zresztą podobnie rzecz ma się z trawą – jest to chyba najlepiej i najbardziej naturalnie prezentująca się niskopienna roślinność jaką widziałem w grach ever.

Co z muzyką? Na tę warto poświęcić osobny akapit, gdyż stworzona przez Kow’a Otani’ego ścieżka dźwiękowa to prawdziwy rarytas, na którą założę się, że nie raz, nie dwa zwrócicie uwagę. Doskonale podkreśla to co dzieje się na ekranie jednocześnie nie wyodrębniając się w znaczący sposób z tła. Po prostu pasuje idealnie.

Czy gra ma jakieś niedostatki? Nawet w tej dość sporej beczce miodu musi pojawić się łyżka, chociaż tutaj to w zasadzie łyżeczka dziegciu. Do czego zatem mogę się przyczepić? Grałem na zwykłej PS4 (tzw. FAT) i choć nie zauważyłem spadków klatek na sekundę to jednak dało się dostrzec „pojawiający” się dystans rysowania; przy zbliżeniach niewidoczny w ogóle, przy szerszej perspektywie rzucający się w oczy. I to w zasadzie tyle, żadnych błędów, artefaktów i tym podobnych raniących oczy zjawisk nie było dane mi doświadczyć. 

Nieco frustracji dostarczyć może sterowanie, a w szczególności sterowanie Agro – naszym koniem. Potrzeba trochę czasu, aby przyzwyczaić się i opanować układ przycisków, a i tak może zdarzyć się, że wciśniemy coś lub puścimy w najmniej odpowiedniej chwili i wjedziemy w ścianę. Jak to mówią shit happens.

Podsumowując – naprawdę ciężko mi jednoznacznie ocenić Shadow of the Colossus. Z jednej strony to przepięknie artystycznie wykonana, udźwiękowiona i zrealizowana przygoda, z drugiej monotonne wyszukiwanie i zabijanie kolosów. Kwestia podejścia. Moje plasuje się pośrodku – doceniam artyzm, klimat i historię, ale dostrzegam również tzw. „core” gry i to że jest on jakby nie patrzeć banalny. Na pewno jest to tytuł z gatunku „inny niż wszystkie”, także jeśli lubicie tego typu granie to warto w Shadow of the Colossus zainwestować swoje pieniądze i czas, a zostanie on na długo w waszej pamięci.

 

Atuty:

  • klimat!
  • oprawa audiowizualna
  • opowieść (rozpatrywana jako zamknięta całość)

Wady:

  • monotonia
  • sterowanie (głównie koniem)

Ostatnie zdanie:

Shadow of the Colossus to najlepszy „odgrzewany kotlet” jaki było mi dane jeść do tej pory.

Ocena Masher.pl: 7/10