NieR: Automata – czy roboty mają dusze? – recenzja

nier automata

Nie lubię japońskich gier.

Przeczytajcie proszę powyższe zdanie raz jeszcze i zapamiętajcie je na czas lektury niniejszej recenzji. Nie cierpię wszystkiego co ma wielkie oczy, budowę dziecka i nosi miecz milion razy większy od siebie. Dodajmy do tego setki zbędnych statystyk oraz hordy niejednokrotnie absurdalnie wyglądających wrogów i mamy obraz typowego japońskiego rpg czy slashera.

NieR: Automata idealnie wpasowuje się w powyższy schemat i wiecie co? Muszę przyznać, że uwielbiam tę grę…

Dlaczego? Już śpieszę z wyjaśnieniem owego paradoksu. Zacznę od tego, że bardzo dawno nie grałem w produkcję taką jak NieR: Automata. Po głębszym przemyśleniu doszedłem do wniosku, że w zasadzie to nigdy nie grałem w grę taką jak NieR: Automata. Jest to niebezpośredni sequel gry NieR: Gestalt i NieR: RepliCant. Sytuacja z tymi dwoma tytułami jest bardzo ciekawa, gdyż to w zasadzie jedna i ta sama gra różniąca się jednakże kilkoma szczegółami i miejscem wydania, a także platformami na które wyszły. To jednak temat na inny artykuł.

Automata opowiada historię losów dwójki androidów 2B i 9S.

Należą oni do oddziału YoRHa czyli oddelegowanych na Ziemię jednostek bojowych, których głównym zadaniem jest eliminacja wrogich maszyn. Maszyny te są pozostałością po obcej cywilizacji, która w zamierzchłych czasach najechała naszą planetę zmuszając tym samym ludzkość do wycofania się na Księżyc. Tyle rysu fabularnego, który jak widzicie może wydawać się banalny. W pierwszej chwili mnie również taki się wydał. Jednak zagłębiając się coraz bardziej w snutą opowieść złapałem się na tym, że daję się wodzić twórcom za nos – wierzę w to w co chcą abym uwierzył, płaczę i śmieję się razem z bohaterami oraz zastanawiam się nad przekazywaną nam między wierszami filozofią… No drodzy Państwo – to już nosi znamiona kunsztu! A przecież to tylko japoński slasher! A ja nie cierpię japońskich gier!

Jednak całkiem poważnie – NieR: Automata być może nie należy do arcydzieł fabularnych, jednak ta historia jest od arcydzieła bardzo niedaleko; przedstawiana z kilku różnych perspektyw bardzo zyskuje na głębi. Zabieg ten uwypukla detale, które wcześniej nie były nam znane lub po prostu nie zwróciliśmy na nie uwagi. Typowa w pierwszej chwili, po kilku godzinach staje się niezwykłą, by po kilkunastu zostać jedną z najlepszych historii z jakimi w ostatnich latach zetknąłem się w grach komputerowych. Jest tu w zasadzie wszystko – śmiech, łzy, a przede wszystkim zaduma nad sensem istnienia i człowieczeństwem. W końcu nie bez kozery imię głównej bohaterki to 2B (to be czyli być). Bardzo chciałbym zdradzić Wam o co tak naprawdę chodzi w NieR, ponieważ twórcy mieli naprawdę świetny pomysł, ale mam zasadę, że nie spojleruję w moich recenzjach i tym razem również się od niej nie uchylę. Przejdźmy zatem do mechaniki rozgrywki.

Wcześniej nazwałem Automatę slasherem. To bluźnierstwo.

Jest to pełnoprawny action rpg z questami, statystykami, levelami i punktami doświadczenia – taki Wiedźmin 3 tylko zupełnie inny 😉 Co ciekawe rozwój naszego bohatera nie polega na sztucznym zwiększaniu konkretnej cechy po zdobyciu nowego poziomu. Tutaj robimy to za pomocą chipów usprawniających, które zwiększają nasze możliwości bojowe. W końcu kierujemy androidami! Niby detal, ale przekonujący.

Co ciekawe – postapokaliptyczny świat NieR jest opisany we wbudowanej encyklopedii. Każdy napotkany antagonista jest sprotokołowany, sklasyfikowany i posiada dokładny opis. Wielbiciele bestiariuszy będą zadowoleni. Jeśli już jesteśmy przy przeciwnikach to grzechem byłoby nie wspomnieć o ich wyglądzie. Przygotujcie się na to, że w pierwszej chwili zwątpicie. Wrogowie wyglądają bardziej jak zabawkowe robociki niż maszyny siejące pożogę. Zajęło mi chwilę, żeby się do nich przyzwyczaić, ale i tak uważam to za dość dziwny, żeby nie powiedzieć ryzykowny zabieg stylistyczny.

Przeciwnicy to walka, a tej jest naprawdę sporo.

Nie chciałbym być ostateczny w swoich osądach ale stanowi ona oś gry (pamiętajcie, że gramy jednostkami bojowymi). Jest ona dość przyjemnie prowadzona i nie przeszkadza, aczkolwiek daleko jej chociażby do rozwiązań z Batmana. Do dyspozycji oddanych mamy kilkanaście broni, którymi są – uwaga! – wielkie miecze! 🙂 Możemy je ulepszać czyniąc bardziej śmiercionośnymi, ale są to raczej zabiegi dla entuzjastów tego typu upgrade’ów. Ja zwiększyłem level broni raz czy dwa i starczyło mi na całą grę.

Zobacz także:  Arkadiusz Jakubik zagra w polskim Observer

Walcząc należy pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy – nie możemy korzystać z quicksave’ów! Mechanika gry po prostu nie przewiduje tego typu rozwiązania. Zapisywać stan gry możemy jedynie w wyznaczonych do tego celu miejscach. Jednak spokojnie – jest ich na tyle dużo, że nie będziemy przechodzić dłuższych etapów ponownie.

NieR: Automata jest grą nietypową, niespotykaną i inną od wszystkich innych gier na rynku. Co czyni ją tak wyjątkową i co mnie kupiło?

Oprócz ciekawej, pogmatwanej fabuły jest to głównie zmiana perspektywy i skali ukazania rozgrywki. NieR przez 75% czasu jest typowym tpp (widok zza pleców bohatera), jednak w niektórych momentach perspektywa zmienia się diametralnie. Mamy więc platformówkę (prawie jak Castlevania), zręcznościówkę w rodzaju Galagi, czy strzelaninę ukazaną z góry. Wszystko to jest oczywiście spójne i w żaden sposób nie zaburza naszego odbioru całości. Żonglerka gatunkami jest w tej grze jej wyznacznikiem, zabiegiem bardzo świeżym dzięki któremu rozgrywka nie jest monotonna. NieR jest również bardzo spektakularną i epicką grą. Walki z niektórymi, olbrzymimi przeciwnikami (tzw. Goliatami) przywoływały mi na myśl serię God of War – ta sama skala i ogrom.

Osobny akapit chciałbym poświęcić muzyce. Ta jest wręcz FENOMENALNA. Serio, to prawdopodobnie jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych z jakimi zetknąłem się w grach. Utwory są naprawdę kapitalne i słucha się ich z prawdziwą przyjemnością.

Jak nie ma róży bez kolców tak też i produkt świetny jak NieR: Automata nie ustrzegł się błędów i niedociągnięć.

Co mi się nie podobało? Po pierwsze to tzw. próg wejścia – jeśli nie jesteś maniakiem jrpg to możesz zniechęcić się już na początku rozgrywki. Dla kogoś kto nie jest przyzwyczajony do japońskiej specyfiki gra może wydawać się dziwna. Tak byłoby i w moim przypadku, gdyby nie konieczność napisania recenzji. Oczywiście byłaby to jedna z największych pomyłek w moim życiu gracza i przegapiłbym arcydziełko. Na szczęście tak się nie stało. Po drugie, mimo iż gra posiada otwarty świat to jednak jego eksploracja jest ograniczona. Gdzieniegdzie istnieją niewidzialne ściany, które nie pozwalają wejść tam gdzie akurat chcemy. Bywa to irytujące szczególnie w momentach gdy nie możemy znaleźć tej właściwej ścieżki prowadzącej do naszego celu. Niejednokrotnie z tego powodu rezygnowałem z questa i już nigdy do niego nie wracałem. Słabe rozwiązanie. Poza tym ten otwarty świat nie jest wcale taki rozległy – to raptem kilka dość dużych lokacji co wielbicielom eksploracji może przeszkadzać.

Oprawa gry jest przepiękna, świat ukazany jest niezwykle barwnie i choć przygnębiający w swojej wymowie to często zatrzymywałem się, żeby podziwiać te smutne krajobrazy.

Nieczęsto mi się to zdarza. Animacja i wykonanie modeli również należy do górnej półki. Androidy choć mangowe wyglądają ludzko i poruszają się naturalnie. Gra chodzi w 60 klatkach na sekundę. Ma to oczywiście swoją cenę – grze zdarzają się delikatne chrupnięcia, a dystans rysowania nie powala. Komuś kto zwraca uwagę na takie rzeczy po pewnym czasie może zacząć to przeszkadzać. Zdarza się również, że nasz partner może wcisnąć się przed nas uniemożliwiając poruszanie się. Myślę, jednak że to tak naprawdę drobnostki które uda się wyeliminować w jednej z przyszłych aktualizacji. Ogólnie poziom wykonania i dbałości o detale bardzo wysoki.

Reasumując – NieR: Automata to gra wybitna; niszowa ale wybitna.

Takie tytuły nie zdarzają się często, więc grzechem byłoby nie dać jej szansy. Nawet gdy tak jak ja nie cierpicie japońskich gier – zagrajcie. Ukończcie przynajmniej trzy razy (z 25 zakończeń). Uwierzcie – naprawdę warto!

 

Atuty:

  • fabuła
  • muzyka!
  • różnorodność
  • epickość
  • oprawa wizualna

Wady:

  • zabawni przeciwnicy
  • spadki animacji
  • wymaga „wsiąknięcia”

Ostatnie zdanie:

Gra absolutnie wyjątkowa i niepowtarzalna!

Ocena Masher.pl: 10/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *