Far Cry 5 – recenzja.

Far Cry to jeden z najpopularniejszych „tasiemców” od Ubisoft. 27 marca 2018 miała miejsce premiera najnowszej odsłony tej znanej serii, tym razem z numerkiem 5. Gdzie i z kim przyjdzie nam się mierzyć, a także czy warto zainteresować się piątym Far Cry’em przeczytacie w poniższej recenzji. 

Pierwszą grą o tytule Far Cry z którą miałem przyjemność obcować była część pierwsza. Początki mojej kariery gamerskiej, hype jaki się kręcił wokół tej innowacyjnej i przepięknej jak na owe zamierzchłe dla branży czasy tworzyły niepowtarzalne uczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym. Z samej gry pamiętam niewiele gdyż będąc ignorantem porzuciłem ją na dość wczesnym etapie. Shame. Kolejne części ominęły mnie. Śledziłem premiery, znałem settingi, powszechne opinie, ale w same gry nie grałem. Jakoś mnie nie ciągnęło. Aż do teraz…

Ufaj. Módl się. Bądź posłuszny.

Akcja Far Cry 5 rozgrywa się w fikcyjnym hrabstwie Hope, w Montanie – jednym ze stanów USA. Montana wyróżnia się przede wszystkim nieskażoną przyrodą; wielkimi połaciami lasów, gór i prerii, a także relatywnie niewielką liczbą mieszkańców – około miliona osób przy powierzchni blisko trzykrotnie większej od Polski (którą przypomnę zamieszkuje prawie 38 milionów ludzi). Jak się domyślacie, przy tak niedużym zaludnieniu większość skupisk ludzkich to tereny wiejskie lub małomiasteczkowe. Dokładnie tak to wygląda w Hope County, które to przyjdzie nam zwiedzać w grze; niewielkie miasteczka, farmy, lasy, pola, jeszcze raz lasy i góry. W tym to sielskim otoczeniu zagnieździło się zło – kult czy też bardziej po „naszemu” – sekta Bramy Edenu. Założyciel i guru tego religijnego stowarzyszenia Joseph Seed zdołał podporządkować sobie i sterroryzować pokaźną liczbę mieszkańców hrabstwa. Joseph utworzył w zasadzie państwo w państwie – uzbrojone, fanatyczne i bezwzględnie oddane „Ojcu”. Jako, że ważnym osobistościom „z zewnątrz” zaczyna przeszkadzać rosnące w siłę prywatne państewko Seeda, postanawiają oni wysłać ekipę „likwidatorów” mającą za zadanie aresztowanie i doprowadzenie pod sąd przywódcy kultu. W jednego z członków policyjnego teamu wcielamy się my, gdzie jako bezimienny „zastępca” będziemy zaprowadzać sprawiedliwość w przepięknych okolicznościach stanu Montana.

Deja vu.

Far Cry 5 jest strzelaniną z widokiem z pierwszej osoby typu sandbox. Zostajemy wrzuceni w otwarty świat i tylko od nas samych zależy jakich aktywności się podejmiemy. Możemy od razu przystąpić do wyswabadzania mieszkańców z rąk natarczywych kultystów, jak również pójść na ryby czy inne polowanie, a przy okazji wypełnić parę nieistotnych z punktu widzenia fabularnego misji pobocznych. Dowolność działania (choć nie pełna otwartość – nie wszystkie budynki stoją dla nas otworem), ilość zadań oraz wielkość terenu gry może początkowo przytłoczyć. Praktycznie na każdym kroku gra stara się nas „odciągnąć” od wykonywania głównych misji. Z początku jest to bardzo przyjemne – świeżość wykreowanego świata, a także nietuzinkowość niektórych questów sprawia autentyczną frajdę z ich realizacji. Sam co pewien czas odkładałem główną oś fabularną na dalszy plan i zajmowałem się pierdółkami. Jednak po pewnym czasie misje poboczne mogą zacząć nużyć. No bo ile można wyzwalać kolejnych posterunków kultu, szukać skrzynek prepperskich czy służyć za detektywa? Nie jest to na szczęście wada samego Far Cry 5, ale bolączka sandboksów jako takich – po prostu w pewnym momencie się nudzą. Jedno trzeba przyznać twórcom – fabularne side questy są ciekawe i niejednokrotnie zaskakujące.

Jak wygląda samo strzelanie? Przyjemnie. Starcia nie są frustrujące, a co za tym idzie także niezbyt wymagające. Posiadając odpowiedni arsenał możesz rzucić się w tłum wrogów z dość dużym prawdopodobieństwem wyjścia cało z opresji. Co prawda można próbować załatwiać sprawy po cichu, ale po co skoro szybciej jest odpalić „tryb Rambo” i wyrżnąć wszystkich w pień prąc przed siebie bez ceregieli. Wydaje mi się również, że gra promuje taki sposób rozwiązywania konfliktów, ponieważ co rusz podsuwa nam świeżutkie bronie i amunicję do nich. Ta leży praktycznie wszędzie i wypada z wrogów aż nazbyt obficie dając nam poczucie niezwyciężenia. Taki model wybrali autorzy – nierealistyczny, ale za to bezproblemowy.

Zauważyłem też ciekawe zjawisko – FC5 oprócz oczywistych różnic bardzo przypominał mi pozostałe gry Ubi. Podobny interfejs, podobna mapa i poruszanie się po niej, podobny dziennik. To wszystko już było tylko „ubrane w inne szaty”. Rozumiem, że jest to bezpieczna polityka, no bo po co zmieniać coś co dobrze się sprawdza, ale cały czas z tyłu głowy towarzyszyło mi rozczarowujące uczucie wtórności zastosowanych rozwiązań.

Arcade!

Far Cry 5 oprócz standardowej kampanii zawiera w sobie również tzw. tryb Arcade. Czym jest ten potworek? Arcade to bardziej potwór, ponieważ jest to całkiem potężna, osobna gra w grze, dodatkowo posiadająca edytor poziomów. Tak! Możesz zrobić mapę na wzór swojej szkoły czy ulicy i udostępnić ją graczom na całym świecie. Do wykorzystania mamy ogromną ilość elementów z różnych gier Ubisoftu, a także kilka trybów gry do wyboru (w tym zarówno te dla pojedynczego gracza jak i multiplayer). Jakość udostępnionych map jest różna – od bardzo kiepskich, do bardzo dobrych. Nie spodziewajcie się jednak zabawy pokroju Battlefield czy Call of Duty, gdyż silnik Far Cry 5 po prostu się do tego nie nadaje. Jednak przyjemnie jest od czasu do czasu pobawić się w tym trybie przedłużając sobie żywotność gry jako takiej.

Piękno natury i brzydota kultystów

Gra jest naprawdę piękna. Hope County przemierzałem na zwykłej PlayStation 4 i nie raz, nie dwa zdarzało mi się przystanąć, i podziwiać widoki. Ubi potrafi robić śliczne gry co udowodnili ostatnio chociażby przy okazji Assassin’s Creed: Origins. Nie inaczej jest w tym przypadku. Dzika natura, wschody i zachody słońca, ambientowe dodatki w postaci mgły, dymu czy pyłu potrafią zaprzeć dech w piersiach i autentycznie zachwycić. Jasne – można przyczepić się do dystansu rysowania, czy popupów w postaci wyskakujących nagle krzaków, ale i tak jest świetnie, a powyższe braki spowodowane są prawdopodobnie brakiem mocy obecnej generacji konsol, a nie niedbalstwem deweloperów! Nieco gorzej, ale również bardzo dobrze jest w przypadku modeli ludzi czy zwierząt. Postacie ludzkie nie wyglądają jak manekiny poruszające ustami, a ich różnorodność jest naprawdę spora. Nie da się tego niestety powiedzieć o kultystach – tu z nieznanych przyczyn mamy do czynienia z klonami. Miałem wrażenie, że kult składa się jedynie z potarganych, brodatych hippisów w czarnych płaszczach, łysych typków z bejzbolami i omamionych błogością, bezwłosych, zamaskowanych „aniołów”. Dziwne zagranie nieco psujące odbiór całości. Skoro sprzymierzeńcy potrafili być różni w swej fizjonomii to dlaczego wrogowie nie?

Help me faith…

Osobny akapit chciałbym poświęcić muzyce. Ta jest naprawdę zjawiskowa. Mieszanka gospel z country, puszczana przez megafony wyznawców Upadku to prawdziwa perełka tak rzadko spotykana w obecnych produkcjach. Piękna, nastrojowa, melodyjna i grająca na emocjach sprawia, że automatycznie chcemy wstąpić w szeregi Bram Edenu by słuchać jej bez końca. Za muzykę Ubisoft dostaje ode mnie piątkę z plusem!

Werdykt czyli Upadek jest blisko

Far Cry 5 jest grą bardzo dobrą, ale nierówną. W bardzo fajny sposób łączy sandboksowe praktyki z dość nietypowym jak na gry settingiem. Świetna oprawa audiowizualna, ciekawa fabuła i naprawdę dobre zakończenie (podobało mi się!) powodują, że warto poświęcić grze trochę czasu. Ja ukończyłem ją w niecałe 35 godzin nie śpiesząc się, ani nie gnając co jak dla mnie jest wynikiem niezłym. Myślę, że nawet ci którym niespecjalnie atrakcyjnym wydaje się pomysł szalonego kultu władającego całym hrabstwem odnajdą przyjemność grania w Far Cry 5, bo to właśnie taka gra – przyjemna, niezobowiązująca, a jednak czasem skłaniająca do myślenia.

Atuty:

  • grafika
  • muzyka
  • ciekawy setting
  • perełki wśród zadań pobocznych
  • czasami ciężkawy klimat
  • tryb Arcade i edytor poziomów

Wady:

  • postępująca monotonia (jak to w sandboksach)
  • klony wśród wrogów
  • drobne błędy i bugi

Ostatnie zdanie:

Far Cry 5 to bardzo dobra gra z otwartym światem, ciekawą fabułą i cudowną oprawą, której warto dać szansę.

Ocena Masher.p: 7/10

 

PS. Czy wy też nie mogliście oprzeć się wrażeniu, że Far Cry 5 to taki Redneck Rampage z lat 90 na sterydach? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *