Assassin’s Creed: Origins – recenzja, czyli jak to się wszystko zaczęło.

assassin's creed origins

Assassin’s Creed to jedna z tych gier, którą zna prawie każdy fan elektronicznej rozrywki. Saga o nieustającej walce asasynów z templariuszami fascynuje niezmiennie od blisko dziesięciu lat. To naprawdę niesamowite zważywszy, że praktycznie co roku premierę ma nowa część przygód w Animusie.

Assassin’s Creed: Origins to dziesiąta część głównej serii (pomijam spin-offy i inne tego typu „wynalazki” na urządzenia przenośne). Od 2009 roku czyli od premiery Assassin’s Creed 2, gry z tej serii wychodziły rokrocznie. W 2015 roku wyszedł Syndicate po czym nastąpiła dwuletnia przerwa. Zaniepokojenie i podekscytowanie fanów rosło. Czyżby Ubisoft zrezygnował z kury znoszącej złote jaja? Oczywiście, że nie. Skoro saga nie została zawieszona to dłuższa przerwa mogła oznaczać jedno – będzie nowy Assassin! I będzie to coś spektakularnego skoro każą nam czekać prawie dwa lata!

Seria zaczęła powoli zjadać swój własny ogon; jakkolwiek graficznie stawała się coraz lepsza to jednak ilość bugów (przynajmniej na starcie), powtarzalność zadań i niejasny cel do którego zmierza saga stały się obiektem żartów i to często niewybrednych. Ubisoft postanowił coś z tym zrobić. Dał odpocząć graczom, po czym zaskoczył wszystkich zupełnie nieoczekiwanym settingiem…

assassin's creed origins piramidy

Starożytny Egipt…

Akcja Assassin’s Creed: Origins rozgrywa się w starożytnym Egipcie, dokładnie w Egipcie okresu hellenistycznego, a raczej u jego schyłku (49 r p.n.e.). Na tronie faraona zasiada marionetkowy Ptolemeusz XIII, a jego siostra – sławna Kleopatra VII ostrzy sobie zęby na władzę. Kraj jest rządzony twardą ręką, Grecy mają przywileje, których brakuje zwykłym Egipcjanom. Poczucie społecznej niesprawiedliwości i segregacji rośnie. Na tym tle dochodzi do wielu nadużyć i problemów, którymi to spróbuje się zająć … no właśnie, zgadnijcie kto? Oczywiście MY!

Wcielamy się w Bayeka – pochodzącego z oazy Siwa medżaja. Medżajowie to relikt z czasów początków Egiptu (Starego Państwa). Byli to pierwotnie ochroniarze faraonów, natomiast z czasem ich obowiązki rozciągnęły się również na ochronę pospólstwa. Zatem stajemy się medżajem, nawiasem mówiąc jednym z ostatnich, profesja ta bowiem zdaje się wymierać i to w zasadzie wszystko co wiemy na początku. Zostajemy rzuceni w wir wydarzeń bez żadnych wyjaśnień. Nie wiemy kto, co, jak i dlaczego. Rozumiem ten zabieg stylistyczny działający w myśl maksymy „zacznij od trzęsienia ziemi, a później napięcie ma stopniowo narastać”, jednak u mnie spowodowało to dezorientację i frustrację, że nie wiem o co chodzi, nie rozumiem pobudek bohatera i tego co się dzieje. Później oczywiście wszystko się wyjaśnia i gra przybiera postać do której przyzwyczaił nas we wcześniejszych częściach Ubisoft, niemniej jednak początek miast „wyrwać mnie z kapci”, pozostawił niewielki grymas zniesmaczenia.

assassin's creed origins wielbłąd

Historia?

Poprzednie części to raczej mniej lub bardziej umiarkowana miałkość fabularna. Chciałbym powiedzieć, że inaczej jest w przypadku Origins, ale niestety nie do końca. To znaczy, będąc fair w stosunku do scenarzystów – historia nie jest zła, jest na pewno lepsza niż w przypadku np. Unity czy Syndicate, jednak w mojej opinii cały czas czegoś jej brakuje. Jest prosta i czasami miałem wrażenie, że służy jedynie za pretekst, by przerzucać Bayeka w coraz to nowe lokacje.

Zupełnie inne zdanie mam o zadaniach pobocznych. Te plasują się już o kilka klas wyżej niż poprzednio. Standardowo wcielamy się w nich od siepacza, poprzez tragarza, a na detektywie kończąc. Jednak można to wytłumaczyć – w końcu jesteśmy stojącym na straży praworządności medżajem. Zadania poboczne są zazwyczaj kilkuetapowe i przedstawiają bardzo ciekawe mini-historyjki. Wypełniając je miałem nieodparte wrażenie, jakbym grał w … Wiedźmina! Zgadza się. Dobrze przeczytaliście. Jestem przekonany, że twórcy brali przykład z naszego narodowego erpega. Zresztą na questach pobocznych podobieństwa się nie kończą, ale o tym później.

assassin's creed origins koń

Gameplay

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, to gra się zadziwiająco przyjemnie, wręcz hipnotyzująco. Gra nie utrudnia w żaden sposób obcowania z nią. Menu postaci jest proste, czytelne i przejrzyste, drzewko rozwoju również, podobnie jest z przedmiotami i ich statystykami. Assassin’s Creed: Origins jest w zasadzie uproszczonym rpg akcji. Posiada większość cech pozwalających wrzucić go do tej szufladki. Przy czym nie jest to wada. Zaskakująco dobrze wpasowuje się to w klimat gry. Pojawiło się też kilka nowości w stosunku do poprzedników np. brak mini-mapki. Dla mnie jednak najciekawszą zmianą jest pojawienie się Semu – orła pełniącego rolę swoistego drona. Semu oprócz oglądu pola akcji z ptasiej perspektywy potrafi oznaczać wrogów, ciekawe przedmioty, przydaje się również podczas walki.

Walka

Skoro rpg akcji to jednym z głównych naszych aktywności będzie walka. Przed premierą Origins twórcy trąbili o jej zmienionym systemie. Faktycznie trochę zmian się pojawiło. Przede wszystkim Bayek dysponuje bronią białą, miotaną oraz tarczą. Ta ostatnia oprócz ochrony przed razami miecza i strzał, pozwala również na przełamywanie obrony wrogów czy ciosy „na odlew”. Bronie białe standardowo dzielą się na kilka rodzajów, podobnie łuki. Każda z nich ma swoje wady i zalety, także z pewnością wybierzemy najbardziej pasujący naszemu stylowi gry oręż. Jeśli przyjrzymy się samym starciom to tu w zasadzie najbardziej widać zapowiadane zmiany – przeciwnicy potrafią się bronić, sprawnie używają tarcz czy alarmują sojuszników. Co ciekawe walka również bardzo przypomina tę z Wiedźmina. To już kolejne podobieństwo.

assassin's creed origins wyścigi konne hippodrom

Widoki…

Praktycznie każdy Assassin’s Creed charakteryzował się świetną oprawą graficzną. Nieco inaczej jest w Origins. Tutaj grafika jest nie tylko świetna. Jest prawdziwie fenomenalna! Niejednokrotnie podczas przemierzania Egiptu zatrzymywałem się jedynie po to by podziwiać widoki. Śmiem twierdzić, że to jedna z najładniejszych gier obecnej generacji. W uwiecznianiu tych chwil sprzyja bardzo dobry tryb fotograficzny. Zaręczam, że nie darujecie sobie zrobienia przynajmniej kilku fotek.

Muzyka jest równie udana. Brzmi oczywiście bliskowschodnio z delikatnymi akcentami współczesnymi. Podtrzymuje klimat i nie przeszkadza czyli jest dobrze.

Coś poszło nie tak?

Na sam koniec zostawiłem sobie marudzenie na temat tego co niekoniecznie udało się deweloperom. Przede wszystkim widać tytaniczną wręcz pracę twórców. Wszystko wygląda przecudnie i odtworzone jest z ogromną dbałością o szczegóły. Ale… ciężko będzie niektórym docenić wierność historyczną i rzeczywiste postacie, które przewijają się przez grę bowiem twórcy nie umieścili w grze encyklopedii! Jak można było zrezygnować z tak ciekawego i urozmaicającego grę elementu?! Wiemy przecież, że przygody asasynów garściami czerpią z prawdziwej historii świata. Każda poprzednia część bawiąc również uczyła (m.in. dzięki encyklopedii). Tutaj tego zabrakło. Co prawda w przyszłym roku ma się pojawić tryb odkrywania, będącym czymś na kształt wirtualnego muzeum, ale to przynajmniej na razie nie załatwia sprawy. Ubisofcie why?? 

Kolejna sprawa dotyczy wielkości mapy. Na początku może się ona wydawać ogromna, jednak po kilkunastu minutach stwierdzicie, że wcale taka nie jest. Odległości między miastami, obszary samych miast są tak naprawdę niewielkie. Można odnieść wrażenie, że cały Egipt to tak naprawdę większa wioska. Oczywiście rozumiem, iż jest to celowy zabieg mający na celu uniknięcie błądzenia godzinami po pustyni czy między lepiankami, a po części ograniczeniami sprzętowymi obecnych platform jednak uważam, że mimo wszystko przestrzenie powinny być większe. Istnieje przecież mechanizm szybkiej podróży, a w ten sposób uniknęlibyśmy sytuacji, że z piramidy Chufu widać praktycznie cały Egipt.

Na koniec zostawiłem coś co mnie najbardziej wkurzało. Co ciekawe nie zmienia się to w serii odkąd pamiętam – inteligencja NPC (postaci niezależnych). Przykładowo – dokonujemy zabójstwa na oczach postronnych ludzi. Pomimo kilku krzyków przerażenia NIC się nie dzieje. Każdy traktuje morderstwo jak coś normalnego i nie zwraca na nie większej uwagi. Nie robią nic również żołnierze, którzy to widzą, nawet jeśli mordujemy ich ziomka (chyba że jest z tego samego obozu). To naprawdę psuje przyjemność z gry, w takich momentach dostrzegamy jej uproszczenia i umowność. Słabo!

Przed ostatecznym werdyktem, chciałbym jeszcze wrócić do wiedźmiństwa Bayeka. Tak, widać wyraźnie, że deweloperzy wzorowali się na Wiedźminie 3. Zbliżona rozgrywka, zbliżone questy, podobna walka i wiele wiele innych drobniejszych podobieństw (np. pływanie łodzią). Czy to źle? Oczywiście, że nie! W żadnym razie nie mamy wrażenia, że obcujemy z kalką, wręcz przeciwnie – grze wyszło to na dobre. W końcu jak ściągać to od najlepszych, prawda?

assassin's creed origins piramida chufu cheopsa

…ale ostatecznie…

Jaki jest zatem ten nowy Assassin’s Creed? Warto czy nie warto w niego zagrać i dlaczego? Oczywiście jak najbardziej warto! Assassin’s Creed: Origins to patrząc z perspektywy poprzednich części przyjemne odświeżenie nieco skostniałej już serii. Gra która nie ustrzegła się błędów, ale również gra przy której można naprawdę przyjemnie spędzić czas. Jeśli tylko będziecie ją sobie odpowiednio dawkować to czeka Was niezapomniana przygoda w starożytnym Egipcie, gdzie staniecie się świadkami jak to się wszystko zaczęło.

Atuty:

  • przepiękna grafika
  • starożytny Egipt
  • hipnotyzujące, przyjemne granie

Wady:

  • brak encyklopedii
  • drobne bugi
  • inteligencja postaci niezależnych

Ostatnie zdanie:

Nowy asasyn to gra zdecydowanie warta zachodu, nawet jeśli poprzednie nieszczególnie Ci podeszły.

Ocena Masher.pl: 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *