Until Dawn: Rush of Blood – jazda ektremalna

until dawn rush of blood

Ile tytułów gier możecie podać, które skutecznie straszą? Idąc tym tropem dalej – czy są takie gry w które boicie się nawet grać?

Jeśli chodzi o mnie to jestem w stanie wymienić dwa, no może trzy tytuły, które wywołały we mnie uczucie autentycznego strachu. Są to prehistoryczny już Nosferatu: The Wrath of Malachi, Doom 3 i może jakieś pojedyncze Silent Hill’e. Żadnych innych nie potrafię sobie przypomnieć, zatem nie utkwiły w mojej głowie z jednego powodu – nie były straszne.

Gra o której tu piszę, będzie z pewnością następną którą wymienię jednym tchem razem z powyższymi. Albowiem Until Dawn: Rush of Blood straszy. I to straszy jak cholera!

Zacznijmy jednak od początku. Czym jest Rush of Blood i dlaczego nie jest to kolejny Until Dawn?

Odpowiem najpierw na drugą część pytania. Jeśli liczycie na następną część przygodówki to zawiedziecie się – Rush of Blood ma z pierwszym Until Dawn wspólny jedynie tytuł i pojedyncze motywy, pojawiające się w trakcie rozgrywki. To wszystko. Rush of Blood jest tytułem, który wyszedł jako exclusive dla Playstation VR. Można w niego grać jedynie w headsecie Sony i bez niego nie odpalimy gry. Należy do gatunku tzw. celowniczków (z ang. rail shooter) czyli w skrócie – poruszamy się po z góry zaplanowanym przez autorów torze i strzelamy do wszystkiego co się rusza. Brzmi banalnie i takie też by było gdyby nie jeden zasadniczy szczegół, dzięki któremu ten tytuł to całkiem nowa jakość.

To jak doświadczamy i odbieramy wydarzenia rozgrywające się przed naszymi oczami czynią z Rush of Blood produkt niemalże rewolucyjny.

Co zatem odróżnia Until Dawn: Rush of Blood od sztandarowych przykładów gatunku takich jak Virtua Cop czy House of the Dead? Tym czymś jest (uwaga! popularne ostatnio słowo!) IMMERSJA. Zgadza się – immersja. To jak doświadczamy i odbieramy wydarzenia rozgrywające się przed naszymi oczami czynią z Rush of Blood produkt niemalże rewolucyjny. Uwierzcie mi – to co widzimy na ekranie telewizora nijak ma się do tego jak gra oddziałuje na nas gdy na głowie mamy okulary vr, a na uszach słuchawki. Odcięcie od świata realnego i zagłębienie się w przerażające majaki głównego bohatera potrafią przyspieszyć puls, wywołać gęsią skórkę, skrócić oddech, a nawet sprowokować okrzyki przerażenia. Tak właśnie działa Until Dawn: Rush Of Blood i tym tkwi jego siła!

Jak to wygląda?

Otóż wcielamy się w pewnego pana, który jak się okazuje nie jest do końca zdrowy psychicznie. Bierzemy udział w eksperymencie, który sprowadza się do jazdy w wagoniku kolejki górskiej po bezkresach naszej chorej wyobraźni i pozbywania się kolejnych fal próbujących ubić nas koszmarów. Oto i fabuła – dziwna, szczątkowa, i nieskomplikowana. Nie liczcie na przepastną głębię i wysublimowane przemyślenia scenarzystów, bo takich po prostu brak. Jednak nie przeszkadza to w świetnej zabawie, ponieważ nie fabuła jest w tej grze najważniejsza. Ta gra ma wywoływać przerażenie i to zadanie spełnia doskonale.

Horror oparty na zdarzeniach paranormalnych plus szaleństwo i obłęd daje mieszankę iście diaboliczną.

Rush Of Blood straszy w sposób oczywisty i bezpośredni. Spodziewajcie się więc wielu jumpscare’ów, obrzydliwych, nienaturalnych postaci i niepokojących pomieszczeń. Horror oparty na zdarzeniach paranormalnych plus szaleństwo i obłęd daje mieszankę iście diaboliczną. Jednak spokojnie – wobec całej tej masy okropieństw nie jesteśmy bezbronni. Siedząc w wagoniku dysponujemy kiepskimi latarkami, którymi oświetlamy sobie drogę oraz różnoraką bronią, którą to rozprawiamy się z czyhającymi na nas szkaradami.

No dobrze, ale jak to działa?

Tak jak już wspomniałem gra do uruchomienia wymaga Playstation VR. Headset sprawuje się tu znakomicie. Nie ma żadnych przekłamań ruchu głową. Jest on rejestrowany odpowiednio czule i przenoszony na ekran na tyle naturalnie, że nie powoduje choroby symulatorowej nawet u mnie – osoby podatnej na tego typu dolegliwości. Strzelać możemy używając pada lub co zdecydowanie polecam – kontrolerów PS Move. Przy użyciu pałeczek, każda ręka odpowiada za jeden pistolet co jeszcze bardziej pogłębia „wczucie się” (używając pada kierujemy obiema rękoma jednocześnie). Tu jednak muszę zgłosić swoje zastrzeżenie – grze zdarza się czasem rozkalibrować Move’y co skutkuje nienaturalnym odwzorowaniem ruchu i położenia ręki. Na szczęście ponowna kalibracja zajmuje dosłownie chwilę. Możliwe że to wina sprzętu, który nie był tworzony pod vr.

Grafika? Dźwięk?

Gry na vr są brzydkie. To jeden z zarzutów sceptyków tej technologii. Nijak się to ma na szczęście do Rush of Blood. Oczywiście pewne kompromisy są widoczne – niższa rozdzielczość tekstur czy konstrukcja otoczenia. Jednak zapewniam, że trzeba się przyglądać i doszukiwać tych uproszczeń, co podczas nieustającej akcji jest nie lada wyzwaniem. Panujący w grze mrok również doskonale maskuje wszelkie niedoskonałości.

Na koniec jeszcze parę słów o długości zabawy.

To w zasadzie najpoważniejszy mankament Rush of Blood. Grę da się ukończyć w 2-3 godziny grając non stop. Jednak konia z rzędem temu kto będzie do tego zdolny. Po pierwsze doświadczenia z gry są tak intensywne, że co jakiś czas po prostu musiałem robić sobie przerwę, żeby wrócić do rzeczywistości i odsapnąć od wydarzeń, których jesteśmy świadkami. Po drugie samo używanie vr przez tyle godzin jest najzwyczajniej w świecie męczące. Okulary zaczynają ciążyć, a oczy i głowa boleć. Czy jest to zatem parogodzinna jednorazówka? I tak, i nie. Gra w paru miejscach oferuje wybór ścieżki którą będziemy dalej podążać, jednak ostatecznie prowadzą one do jednego i tego samego celu. Mimo to są pretekstem, żeby zagrać w dany poziom raz jeszcze.

Zagrajcie sami. Pokażcie znajomym. Gwarantuję mocne przeżycia, jakże inne od tego czego doświadczyliście wcześniej w grach.

Słowem podsumowania – nie ufajcie ludziom, którzy krytykują tę grę!

Zazwyczaj są to hejterzy, którzy widzieli gameplay na youtubie lub/i przeczytali o niej parę słów w internecie nie mając okularów vr na głowie. Zagrajcie sami. Pokażcie znajomym. Gwarantuję mocne przeżycia, jakże inne od tego czego doświadczyliście wcześniej w grach. Być może nawet zaczniecie się bać chodzić nocą do toalety lub widzieć twarze tam gdzie ich nie ma? Po seansie z Until Dawn: Rush of Blood jest to całkiem możliwe.

 

Atuty:

  • straszna!
  • ładna jak na grę vr
  • dźwięk
  • ciekawe podejście do celowniczka
  • cena

Wady:

  • długość gry
  • rozkalibrowywanie się PS Move
  • jednorazowa

 

Ostatnie zdanie:

Warto zagrać, tym bardziej, że cena jak i porcja emocji jaką oferuje, zachęca.

Ocena Masher.pl: 8/10

Galeria screenshotów:

 źródło zdjęć: https://www.playstation.com/pl-pl/games/until-dawn-rush-of-blood-ps4/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *